czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 1

Słońce powoli wschodziło.W Wysokich Górach na północy Akanii taki widok zapiera dech w piersiach.
Ja-Avela-siedziałam pod ogromnym drzewem.Z powodu braku miejsca musiałam zwinąć się w kłębek.Wszyscy spali.Ognisko powoli wygasało.Nie mogłam zasnąć.Próbuję przypomnieć sobie historię o tym,jak trafiłam do kupców.Do ekipy starszych i młodszych facetów,podróżujących po całym kraju,sprzedających kamienie szlachetne.Od lat przemierzają ten sam szlak.Zahaczający o kopalnie,duże miasta i targowiska.A ja im w tym towarzyszę.
Mimo młodego wieku moja pamięć szwankuje.A więc jak tu trafiłam?
O,tak-już pamiętam.

***

-Czcigodny księciu,twój rumak został okiełznany.
-Dziękuję.A teraz odejdź,chcę mieć chwilę dla siebie.
Lokaj kiwając głową wyszedł z komnaty.Młody Książę Hander wpatrywał się w odległe Wysokie Góry,następnie na obszerny dziedziniec zamkowy,gdzie stał piękny,kruczoczarny koń,z długą falowaną grzywą i ogonem.Wzrok zamyślonego młodzieńca ostatecznie spoczął na wzorach wykonanych na szybie przez szron.Gdy zszedł na dziedziniec,cała służba mu się pokłoniła.
-Wyjątkowo mroźna zima tego roku,niech panicz weźmie futro.
Książę posłusznie zarzucił futro,a potem wskoczył na konia.
-Oczekujcie mnie późnym wieczorem.Jeżeli do rana nie wrócę,wyślijcie psy.
Tymi słowami pożegnał poddanych,i odjechał w dal.

***
Była to najmroźniejsza zima,jaką Frank-przyjaciel Mekuna,lidera kupców,mojego opiekuna- przeżył.Cała drużyna musiała wybrać się w odległe obszary Akanii,by sprzedać pozyskany kruszec.Droga była niebezpieczna,wiodła przez Samantyjską Przełęcz,najwyżej położoną ze wszystkich występujących w kraju.
Czekała ich dwu tygodniowa wędrówka przez najwyższe pasmo gór.
Działo się kilka dosyć ciekawych rzeczy,ale noc za krótka na tak długie opowieści,przy sposobności o nich sobie przypomnę.
W szóstym dniu wędrówki,kiedy konie były wykończone,a cała drużyna już się poddawała i nie było nadziei na dotarcie gdziekolwiek,Mekun ujrzał jaskinię.Obszerną,ciemną jaskinię,której jedyną zaletą było chronienie przed wiatrem.Tam też zarządzono podział grupy na dwie części-tych,którzy idą dalej,i tych,którzy zostają i czekają na powrót wyruszających w dalszą podróż.
Gdy podział był już dokonany,i wszyscy którzy mieli wędrować dalej byli gotowi,któryś z mężczyzn krzyknął.Krzyk był głośny i przeszywający,słyszalny z odległości kilku kilometrów.
W ciemnościach można było dostrzec białe futro.Białe futro z czerwonymi smugami.