sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 2

Niedźwiedź był ogromny.Jakby nadnaturalnych rozmiarów.białe futro poprzecinane było czerwonymi pręgami.Gdy bestia się odwróciła,można było zobaczyć zakrwawiony pysk.
Mekun natychmiast założył strzałę na cięciwę,i wystrzelił ją tuż przed nosem zwierzęcia.
W niedźwiedzim oku,mimo ciemności jakie panowały w jaskini,można było dostrzec strach.
Mężczyzna od razu wyjął miecz.Policzył do trzech.I jednym ruchem rozciął skórę na karku niedźwiedzia.
-Nikt nie będzie krzywdził zwierząt w mojej obecności-odezwał się głos z głębi groty.
Słychać było jedno stuknięcie.Szata owej istoty lekko zafalowała.Mekun poczuł silny ból w prawym ramieniu.Rozlała się krew.Stuknięcie.Buty z blachą w środku.Na ekstremalne warunki.
Stuknięcie.Tym razem Mekun zareagował szybciej i wyjął miecz.Klingi zderzyły się,sypiąc iskry.
Stuknięcie.Taniec na blachach.Zwinność,gracja.
Tyle udało mu się zobaczyć.Padł na ziemię tracąc przytomność.

***

Okoliczne góry były przepiękne.Ośnieżone wierzchołki to upajający widok.Książę Hander jechał wąską ścieżką przez las u podnóża gór.Z zamyślenia wyrwało go rżenie konia.
Kruczoczarny rumak zastrzygł uszami.Coś zaszeleściło w krzakach.Pewnie to tylko bawiące się dzieci,w końcu niedaleko była wioska.Koń jeszcze raz zastrzygł uszami,następnie zatrzymał się,zrobił nieoczekiwany zwrot w tył i wypruł do przodu,nie zważając na nic.
Od szybkiego galopu,księciu zrobiło się niedobrze.Świat zawirował,a potem nastała ciemność.

***
-Przepraszam w imieniu mojego towarzysza,Mekuna.
-Przeprosiny przyjęte.
-W ramach zadośćuczynienia,przyjmij proszę ten szmaragd.Nie jest zbyt duży,ale za pozyskane z wymiany pieniądze wyżywisz się przez pół roku.
-Dziękuję.Na pewno się przyda.-odpowiedziała kobieta z wdzięcznością-szczęśliwej wyprawy wam życzę.Zajmę się tym nieszczęśnikiem do waszego powrotu.