Minął tydzień.Mekun całkowicie doszedł do siebie.Rany się zagoiły.
Panowała cisza.I spokój.
Kobieta wychodziła polować na całe dnie,zostawiając niedźwiedzia,by pilnował groty.Przez kilka godzin leżał w kompletnym bezruchu,usilnie czegoś strzeżąc.Gdy Mekun próbował się do niego zbliżyć,zwierzę od razu obnażało zęby.Mężczyzna przez kilka jeszcze dni próbował choć trochę oswoić bestię,ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem.
Mira-bo tak nazywała się kobieta-co wieczór wracała z wilkiem przerzuconym przez kark.W swoim życiu wybiła pewnie nie jedną watahę.
Posiłki przy ognisku zawsze spożywali w ciszy.Tym razem nie było inaczej.Jednak zdarzyła się rzecz dziwna-od razu gdy siedli przy ogniu,łzy strużkami pociekły po policzkach kobiety.Mira wzięła kęs usmażonego mięsa,zarzuciła dwa miecze na plecy,wstała i wyszła.Bez słowa.
Mekun,zazwyczaj nieczuły na cokolwiek człowiek,tym razem poczuł coś dziwnego.Jakby współczucie,smutek.Chciał pójść za nią.Przez chwilę się zastanawiał,ale ostatecznie wstał i poszedł.
sobota, 14 czerwca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 2
Niedźwiedź był ogromny.Jakby nadnaturalnych rozmiarów.białe futro poprzecinane było czerwonymi pręgami.Gdy bestia się odwróciła,można było zobaczyć zakrwawiony pysk.
Mekun natychmiast założył strzałę na cięciwę,i wystrzelił ją tuż przed nosem zwierzęcia.
W niedźwiedzim oku,mimo ciemności jakie panowały w jaskini,można było dostrzec strach.
Mężczyzna od razu wyjął miecz.Policzył do trzech.I jednym ruchem rozciął skórę na karku niedźwiedzia.
-Nikt nie będzie krzywdził zwierząt w mojej obecności-odezwał się głos z głębi groty.
Słychać było jedno stuknięcie.Szata owej istoty lekko zafalowała.Mekun poczuł silny ból w prawym ramieniu.Rozlała się krew.Stuknięcie.Buty z blachą w środku.Na ekstremalne warunki.
Stuknięcie.Tym razem Mekun zareagował szybciej i wyjął miecz.Klingi zderzyły się,sypiąc iskry.
Stuknięcie.Taniec na blachach.Zwinność,gracja.
Tyle udało mu się zobaczyć.Padł na ziemię tracąc przytomność.
Mekun natychmiast założył strzałę na cięciwę,i wystrzelił ją tuż przed nosem zwierzęcia.
W niedźwiedzim oku,mimo ciemności jakie panowały w jaskini,można było dostrzec strach.
Mężczyzna od razu wyjął miecz.Policzył do trzech.I jednym ruchem rozciął skórę na karku niedźwiedzia.
-Nikt nie będzie krzywdził zwierząt w mojej obecności-odezwał się głos z głębi groty.
Słychać było jedno stuknięcie.Szata owej istoty lekko zafalowała.Mekun poczuł silny ból w prawym ramieniu.Rozlała się krew.Stuknięcie.Buty z blachą w środku.Na ekstremalne warunki.
Stuknięcie.Tym razem Mekun zareagował szybciej i wyjął miecz.Klingi zderzyły się,sypiąc iskry.
Stuknięcie.Taniec na blachach.Zwinność,gracja.
Tyle udało mu się zobaczyć.Padł na ziemię tracąc przytomność.
***
Okoliczne góry były przepiękne.Ośnieżone wierzchołki to upajający widok.Książę Hander jechał wąską ścieżką przez las u podnóża gór.Z zamyślenia wyrwało go rżenie konia.
Kruczoczarny rumak zastrzygł uszami.Coś zaszeleściło w krzakach.Pewnie to tylko bawiące się dzieci,w końcu niedaleko była wioska.Koń jeszcze raz zastrzygł uszami,następnie zatrzymał się,zrobił nieoczekiwany zwrot w tył i wypruł do przodu,nie zważając na nic.
Od szybkiego galopu,księciu zrobiło się niedobrze.Świat zawirował,a potem nastała ciemność.
***
-Przepraszam w imieniu mojego towarzysza,Mekuna.
-Przeprosiny przyjęte.
-W ramach zadośćuczynienia,przyjmij proszę ten szmaragd.Nie jest zbyt duży,ale za pozyskane z wymiany pieniądze wyżywisz się przez pół roku.
-Dziękuję.Na pewno się przyda.-odpowiedziała kobieta z wdzięcznością-szczęśliwej wyprawy wam życzę.Zajmę się tym nieszczęśnikiem do waszego powrotu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)