sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 3

Minął tydzień.Mekun całkowicie doszedł do siebie.Rany się zagoiły.
Panowała cisza.I spokój.
Kobieta wychodziła polować na całe dnie,zostawiając niedźwiedzia,by pilnował groty.Przez kilka godzin leżał w kompletnym bezruchu,usilnie czegoś strzeżąc.Gdy Mekun próbował się do niego zbliżyć,zwierzę od razu obnażało zęby.Mężczyzna przez kilka jeszcze dni próbował choć trochę oswoić bestię,ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem.
Mira-bo tak nazywała się kobieta-co wieczór wracała z wilkiem przerzuconym przez kark.W swoim życiu wybiła pewnie nie jedną watahę.
Posiłki przy ognisku zawsze spożywali w ciszy.Tym razem nie było inaczej.Jednak zdarzyła się rzecz dziwna-od razu gdy siedli przy ogniu,łzy strużkami pociekły po policzkach kobiety.Mira wzięła kęs usmażonego mięsa,zarzuciła dwa miecze na plecy,wstała i wyszła.Bez słowa.
Mekun,zazwyczaj nieczuły na cokolwiek człowiek,tym razem poczuł coś dziwnego.Jakby współczucie,smutek.Chciał pójść za nią.Przez chwilę się zastanawiał,ale ostatecznie wstał i poszedł.

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 2

Niedźwiedź był ogromny.Jakby nadnaturalnych rozmiarów.białe futro poprzecinane było czerwonymi pręgami.Gdy bestia się odwróciła,można było zobaczyć zakrwawiony pysk.
Mekun natychmiast założył strzałę na cięciwę,i wystrzelił ją tuż przed nosem zwierzęcia.
W niedźwiedzim oku,mimo ciemności jakie panowały w jaskini,można było dostrzec strach.
Mężczyzna od razu wyjął miecz.Policzył do trzech.I jednym ruchem rozciął skórę na karku niedźwiedzia.
-Nikt nie będzie krzywdził zwierząt w mojej obecności-odezwał się głos z głębi groty.
Słychać było jedno stuknięcie.Szata owej istoty lekko zafalowała.Mekun poczuł silny ból w prawym ramieniu.Rozlała się krew.Stuknięcie.Buty z blachą w środku.Na ekstremalne warunki.
Stuknięcie.Tym razem Mekun zareagował szybciej i wyjął miecz.Klingi zderzyły się,sypiąc iskry.
Stuknięcie.Taniec na blachach.Zwinność,gracja.
Tyle udało mu się zobaczyć.Padł na ziemię tracąc przytomność.

***

Okoliczne góry były przepiękne.Ośnieżone wierzchołki to upajający widok.Książę Hander jechał wąską ścieżką przez las u podnóża gór.Z zamyślenia wyrwało go rżenie konia.
Kruczoczarny rumak zastrzygł uszami.Coś zaszeleściło w krzakach.Pewnie to tylko bawiące się dzieci,w końcu niedaleko była wioska.Koń jeszcze raz zastrzygł uszami,następnie zatrzymał się,zrobił nieoczekiwany zwrot w tył i wypruł do przodu,nie zważając na nic.
Od szybkiego galopu,księciu zrobiło się niedobrze.Świat zawirował,a potem nastała ciemność.

***
-Przepraszam w imieniu mojego towarzysza,Mekuna.
-Przeprosiny przyjęte.
-W ramach zadośćuczynienia,przyjmij proszę ten szmaragd.Nie jest zbyt duży,ale za pozyskane z wymiany pieniądze wyżywisz się przez pół roku.
-Dziękuję.Na pewno się przyda.-odpowiedziała kobieta z wdzięcznością-szczęśliwej wyprawy wam życzę.Zajmę się tym nieszczęśnikiem do waszego powrotu.


czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 1-Żywot w Akanii-Część 1

Słońce powoli wschodziło.W Wysokich Górach na północy Akanii taki widok zapiera dech w piersiach.
Ja-Avela-siedziałam pod ogromnym drzewem.Z powodu braku miejsca musiałam zwinąć się w kłębek.Wszyscy spali.Ognisko powoli wygasało.Nie mogłam zasnąć.Próbuję przypomnieć sobie historię o tym,jak trafiłam do kupców.Do ekipy starszych i młodszych facetów,podróżujących po całym kraju,sprzedających kamienie szlachetne.Od lat przemierzają ten sam szlak.Zahaczający o kopalnie,duże miasta i targowiska.A ja im w tym towarzyszę.
Mimo młodego wieku moja pamięć szwankuje.A więc jak tu trafiłam?
O,tak-już pamiętam.

***

-Czcigodny księciu,twój rumak został okiełznany.
-Dziękuję.A teraz odejdź,chcę mieć chwilę dla siebie.
Lokaj kiwając głową wyszedł z komnaty.Młody Książę Hander wpatrywał się w odległe Wysokie Góry,następnie na obszerny dziedziniec zamkowy,gdzie stał piękny,kruczoczarny koń,z długą falowaną grzywą i ogonem.Wzrok zamyślonego młodzieńca ostatecznie spoczął na wzorach wykonanych na szybie przez szron.Gdy zszedł na dziedziniec,cała służba mu się pokłoniła.
-Wyjątkowo mroźna zima tego roku,niech panicz weźmie futro.
Książę posłusznie zarzucił futro,a potem wskoczył na konia.
-Oczekujcie mnie późnym wieczorem.Jeżeli do rana nie wrócę,wyślijcie psy.
Tymi słowami pożegnał poddanych,i odjechał w dal.

***
Była to najmroźniejsza zima,jaką Frank-przyjaciel Mekuna,lidera kupców,mojego opiekuna- przeżył.Cała drużyna musiała wybrać się w odległe obszary Akanii,by sprzedać pozyskany kruszec.Droga była niebezpieczna,wiodła przez Samantyjską Przełęcz,najwyżej położoną ze wszystkich występujących w kraju.
Czekała ich dwu tygodniowa wędrówka przez najwyższe pasmo gór.
Działo się kilka dosyć ciekawych rzeczy,ale noc za krótka na tak długie opowieści,przy sposobności o nich sobie przypomnę.
W szóstym dniu wędrówki,kiedy konie były wykończone,a cała drużyna już się poddawała i nie było nadziei na dotarcie gdziekolwiek,Mekun ujrzał jaskinię.Obszerną,ciemną jaskinię,której jedyną zaletą było chronienie przed wiatrem.Tam też zarządzono podział grupy na dwie części-tych,którzy idą dalej,i tych,którzy zostają i czekają na powrót wyruszających w dalszą podróż.
Gdy podział był już dokonany,i wszyscy którzy mieli wędrować dalej byli gotowi,któryś z mężczyzn krzyknął.Krzyk był głośny i przeszywający,słyszalny z odległości kilku kilometrów.
W ciemnościach można było dostrzec białe futro.Białe futro z czerwonymi smugami.